Fotorelacja z Nocy Muzeów 2012

Opublikowano Wydarzenie | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Fotorelacja z warsztatów dla przedszkolaków

Zapraszamy grupy przedszkolne i ze szkół podstawowych do skorzystania ze stałej oferty warsztatów edukacyjnych w ramach „Placu Zabaw Arsenał”.
Celem warsztatów jest wsparcie rozwoju kreatywności dzieci oraz przybliżenie im wiedzy z zakresu sztuki współczesnej.

Zapraszamy grupy liczące maksymalnie 20 uczestników. Grupy zorganizowane kupują bilet grupowy w cenie 20 zł. W koszt biletu jest wliczona opłata za oprowadzanie po wystawach. Wszystkie warsztaty trwają około 1 godziny zegarowej.

Wymagana jest wcześniejsza rezerwacja terminów
pod tel. 85 742 03 53 lub e-mailowo j.bietkal@galeria-arsenal.pl 

Mamy do wyboru 6 tematów warsztatów:

„Pocztówka z podróży”– dzieci przynoszą ze sobą stare pocztówki oraz przedmioty przypominające wakacje. Pozostałe materiały zapewnia Galeria Arsenał w ramach programu „Plac Zabaw Arsenał”.

„Żadanica” – to lalka, spełniająca, według wierzeń białoruskich, nasze życzenia. Podczas warsztatów każde dziecko będzie miało okazję stworzyć swoją własną Żadanicę. Dzieci przynoszą szmatki, ozdobne tasiemki, kokardki. Ale najważniejsze jest by nie zapomniały zabrać marzenia. Pozostałe materiały zapewnia Galeria Arsenał w ramach programu „Plac Zabaw Arsenał”.

„Ślady” –dzieci będą robiły odciski dłoni swoich oraz przyjaciół. Ponieważ warsztat jest „brudny” prosimy by dzieci zabrały ze sobą ochronne fartuszki albo zgodę rodziców, że mogą się ubrudzić. (Użyte podczas warsztatu materiały są łatwo usuwalne).

„Kolaż”- uczestnicy za pomocą papieru, wycinków z gazet, tkanin czy drobnych przedmiotów stworzą własne niepowtarzalne obrazy. Uczestnicy mogą przynieść swoje fotografie. Pozostałe materiały zapewnia Galeria Arsenał w ramach programu „Plac Zabaw Arsenał”.

“(Od)blask” - dzieci przy użyciu prostych materiałów oraz własnej wyobraźni stworzą zawieszki i naklejki, które towarzyszyć im będą podczas wiosennych spacerów. Materiały zapewnia Galeria Arsenał w ramach programu „Plac Zabaw Arsenał”.

“Tektura”- jeden z najbardziej plastycznych materiałów, może mieć różne faktury: prążki, tłoczenia, wzorki. Sprawdza się podczas pracy twórczej.Poprzez tworzenie wypukłości, zadrapań, wydobywamy kontrasty z tak banalnego materiału. Przyklejanie różnych fragmentów, skręcanie, nacinanie, wydrapywanie, przyklejanie, naklejanie. Tworzy to wszystko wspaniałą płaskorzeźbę przez co dzieci czują się jak mali artyści.
Warsztaty prowadzą:
Justyna Kołodko – Bietkał – pracownik Galerii Arsenał
Małgorzata Tulkis – wolontariuszka, studentka Grafiki na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej

Opublikowano Edukacja | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Angelika Markul. Dwie odsłony nocy

Dwie wystawy Angeliki Markul – w lubelskim Labiryncie i białostockim Arsenale – pokazują spójny i precyzyjnie kreowany wizualny mikrokosmos. Artystka posługuje się charakterystycznymi elementami, które stanowią signum jej działań – należą do nich czarne obiekty o nierównej powierzchni, czarne belki biegnące w różnych kierunkach niczym trójwymiarowy rysunek w przestrzeni i silny strumień jarzeniowego światła. Buduje z nich intrygujące instalacje, które mimo, że fizycznie podobne, mają za każdym razem inny wydźwięk. Zaaranżowana przez nią przestrzeń w Galerii Labirynt przypomina senny, nocny krajobraz, architektoniczny sztafaż – jest pusta i naznaczona nieobecnością. Ma nieokreślony status – nie odsyła do żadnego konkretnego miejsca i czasu. Mogłaby być księżycowym krajobrazem, sceną koncertową, wizją ze snu. Jest niema i głucha jak noc, pogłębiona przez dalekie, stłumione dźwięki. Wystawa w Arsenale, choć równie mroczna i niepokojąca, ma zupełnie inną wymowę. Pokazuje dramatyczne starcie człowieka i natury ujęte w wysublimowane obrazy. Bez dosłowności. Życie, którego nie było w Labiryncie, czai się tutaj w napięciu, w ciemności, w szeleszczącej trawie, w przyspieszonym oddechu. Nerwowo miota się w klatce. Dwie wystawy – to dwie odsłony nocy, w której napięcie oscyluje pomiędzy całkowitą ciszą i przeraźliwym jękiem.

W Galerii Labirynt Angelika Markul zrealizowała wystawę wspólnie z Nicolasem Delpratem. „W środku nocy” to ich pierwszy wspólny projekt. Wcześniej prace Delprata i Markul pojawiły się razem na wystawie w galerii Espace Valles w Saint-Martin-d’Hères (Grenoble) w październiku 2010 roku. Artyści pracują w różnych mediach ale w ich sztuce można dostrzec pewne podobieństwa – umiłowanie abstrakcyjnych, tajemniczych przestrzeni, odwoływanie się do wyobraźni, intuicji, emocji. To sprawia, że wystawa, która opiera się na dialogu wydaje się spójna i jednorodna, ich realizacje doskonale się uzupełniają. Nicolas Delprat urodził się we Francji, mieszka i pracuje w Brukseli, zajmuje się przede wszystkim malarstwem. Angelika Markul tworzy – jak sama określa – aranżacje przestrzeni. Buduje je w oparciu o rzeźbę i wideo. Efektem ich pracy jest wystawa elegancka i mroczna, przygotowana z niezwykłym pietyzmem, dbałością o detale, światła, półtony. Nie ma miejsca na przypadek. Jest w tym jakaś intrygująca sprzeczność – na pierwszy rzut oka przestrzeń wydaje się intuicyjna i zaprojektowana dla zmysłów, jednak po chwili okazuje się, że wszystko ma tu swoje miejsce, struktura jest zadziwiająco uporządkowana. Uderza chłodna, architektoniczna precyzja. Wrażenie to dopełnia malarstwo Nicolasa Delprata – jednorodne, monochromatyczne płótna z wyraźnym wzorem ogrodzeniowej siatki. Powtarzalność tego motywu każe szukać w pozornym ekspozycyjnym chaosie subtelnie zaznaczonych połączeń. Nagle okazuje się, że wydobywają się z mroku. Czarne linie drewnianych belek zdają się przenikać obrazy. Cienki jasny ślad przypomina wypukłość żyły na skórze – cała przestrzeń jest spójna i jednorodna jak organizm, w którym czarnymi arteriami belkowań płynie strumień silnego, jarzeniowego światła.

Sala ekspozycyjna Galerii Labirynt ma prostą formę, niewielkie zróżnicowanie poziomów dzieli ją na dwie części, wydaje się przewidywalna i mało ciekawa. Markul i Delprat zmienili ją nie do poznania. Podział został podkreślony przez ustawione pionowo drewniane belki, przecinające salę w poprzek. Można się przez nie przecisnąć, ale już sam fakt ustawienia ich w pewnych odstępach sugeruje, że tej części nie należy przekraczać, tworzy ona umowną blokadę. Brak możliwości fizycznej eksploracji każe wyostrzyć zmysł wzroku i patrzeć, słuchać, dotykać. Zmiana nie dotyczy tylko white cube’a przeistoczonego w black box. Zgasło światło, szara, miękka podłoga wytłumiła dźwięki. Na niej artystka umieściła charakterystyczne smoliście czarne obiekty, których kształty wydobyły skąpe światła świetlówek. Artystka wykorzystuje biedne materiały – plastik, metal, czarny wosk, czarne szkło, które razem nabierają niezwykłej magii, współgrają ze sobą. Na wystawie nie pojawiły się prace wideo. Przestrzeń nasyciła się kształtami, pulsującym dźwiękiem rodem z filmów science fiction.

Przypomina krajobraz po wybuchu. Zona – zamknięta, ogrodzona strefa, reminiscencja ze „Stalkera” Tarkowskiego. Mroczna, wytłumiona, z głuchym dźwiękiem sączącym się z jej głębi. Czas rządzi się tu innymi prawami. Zamiast kapiącej wody – tafla szkła, która odbija światło świetlówki, przezroczysta folia. Niepokojąca pustka wydaje się momentem przejściowym, chwilowym stanem zawieszenia, anomalią. Czarne struktury – zwęglone kadłuby, meteoryty, potęgują wrażenie dojmującej pustki, nieobecności człowieka. W filmie Tarkowskiego padają słowa, iż twardość i siła towarzyszą śmierci zaś giętkość i słabość to przejawy żywotności. Jeśli przyjąć te właściwości materii za miarodajne – w wystawie Markul i Delprata nie ma życia. Zwarte, stabilne struktury stanowią niemy anturaż, nie odsyłają do żadnego miejsca i żadnego czasu. Zdehumanizowany świat bez śladu ludzkiej obecności może okazać się na wskroś ludzki. Nie ma tu ciał, nie ma twarzy ani skrawka natury, organicznego dowodu na istnienie, a jednak z gigantycznych płócien uwięzionych za czarnymi barierami, ze świecącymi gdzieniegdzie neonami, bije coś na kształt życia: oczekiwanie, nadzieja, sugestia, że przedstawiony w tej dramatycznej scenografii moment jest tylko przejściowy – pisze Ewa Wohn w tekście towarzyszącym wystawie.

 

Ekspozycja nie ma charakteru scenograficznego popisu, nie odnosi się do żadnej konkretnej przestrzeni, jest natomiast świetną pożywką dla wyobraźni. Obrazy Delprata cechuje ta sama senna atmosfera. Szarości i precyzyjnie odtworzony wzór siatki unifikują je, odbierając jakiekolwiek cechy indywidualne. Brak śladu gestu komponuje się z odrealnionym, pozbawionym ludzi światem Markul. Obrazy Delprata w kontakcie z przestrzenią wykreowaną przez Markul nabierają trójwymiaru, stają się oknami w klaustrofobicznym, czarnym kubiku. Jednak te malarskie okna do niczego nie odsyłają, sprawiają wrażenie, jakby były blisko i daleko jednocześnie – równomierny wzór siatki ogrodzeniowej przykrywa/ ujawnia nieokreśloną przestrzeń.

Wystawa w Galerii Arsenał jest kolejnym stadium nocnych poszukiwań Markul. „Polowanie” rozwija wątki, podejmowane przez artystkę wcześniej. Znów jest ciemno, miękką przestrzeń wypełniają duże, czarne obiekty. Trudno je zidentyfikować, ale nie są już zimne i bezosobowe jak quasimeteoryty w Labiryncie. W silnym świetle świetlówki można zauważyć, że stają się coraz bardziej zoomorficzne. Sierść i racice lśnią zatopione w czarnej żywicy. Skąpe światło nie pozwala ocenić, czy mamy do czynienia z preparowanymi zwierzętami czy tylko niezwykle sugestywną imitacją. Z całą pewnością jednak w nocnym krajobrazie „Polowania” coś czai się w ciemności.

Wystawa jest studium rytuału. Markul przypatruje się polowaniu jako pewnemu zjawisku, które podlega określonym kodom, przepisom i tradycjom, można w nim wyodrębnić elementy, podzielić na sekwencje. Film i instalacja „Obraz polowania” (fr. Tableau de chasse) odnoszą się do dwóch skrajnych aktywności z tym związanych. Wideo pokazuje scenę nocnego polowania, z punktu widzenia myśliwego, który przemierza nocą las, łąki oświetlając sobie drogę. Powyginane konary drzew wydobywa z mroku reflektor jadącego samochodu. Po rozkopanej drodze przebiega drobna leśna zwierzyna, słychać ciche piski, szelest trawy, kroki. Ludzki głos – który nie jest w tym krajobrazie immanentny – pojawia się jak nieproszony gość, zniekształcony i niezrozumiały – jakby przefiltrowany przez samą naturę. Widz wjeżdża wraz z kamerą w otchłań nocy, w dziką przyrodę.

Drugą częścią realizacji jest instalacja rzeźbiarska, która sytuuje się na przeciwnym biegunie. Stanowi ona dialog z tradycją „tableau de chasse” czyli elegancką kompozycją ułożoną z  upolowanej zwierzyny, popularną zwłaszcza we Francji. Na podwyższeniu leżą olbrzymie obiekty, przypominające zwierzynę łowną, zakonserwowane w lśniącej, czarnej substancji. Olbrzymie kadłuby otaczają rośliny, zatopione w czarnej magmie kwiaty i liście o niezwykle dekoracyjnej formie. W „Obrazie polowania” stworzonym przez artystkę rzeźby ciał nie tworzą kompozycji, w której pragnienie śmierci mogłoby ulec sublimacji w porządku triumfu – pisze Jarosław Lubiak w tekście „Bestiariusz Angeliki Markul”. Rzeczywiście, elementy przypominające martwe zwierzęta nie mają w sobie nic z myśliwskich trofeów, stanowią skupisko martwych ciał. Sierść lśni w blasku jarzeniowej lampy. Jest w tym obrazie jakaś niepokojąca elegancja – rozkład martwych ciał został zatrzymany w pół drogi, zalany tężejącą żywiczną farbą. Instalacja Markul niepokoi ale nie budzi obrzydzenia, jest w niej jakaś mroczna elegancja.

Artystka próbuje ująć w ramy odwieczne starcie człowieka z naturą. Pokazuje ludzki niepokój, strach związany z próbą opanowania jej, wdarcia się w jej rewiry. Wszelkie próby ujarzmienia jej, podporządkowania sobie – przeniesienia zwierząt z ich naturalnego środowiska, zamknięcia w klatce (wideo „Tygrys”), są podszyte lękiem, obawą. Artystka tworzy galeryjny rezerwat, aby wyeksponować naturę w sztucznie stworzonej dla niej przestrzeni. Nawiązuje przy tym do klasycznych form – od ogrodów zoologicznych po przedstawiania upolowanej zwierzyny w formie wysublimowanych kompozycji, malarskich scen polowań, martwej natury i pejzaży. Markul rezygnuje jednak z przeestetyzowanej wersji. Natura w wersji Markul jawi się widzowi jako groźna i tajemnicza – ale nie dlatego, że natura jest sama w sobie horrorem. Staje się nim dopiero w relacji z człowiekiem. Natura stanowi lustro dla ludzkich lęków i złych intencji, absorbuje je – i właśnie jako taka – staje się metaforą ludzkiego bestialstwa. Mroczna, niepokojąca natura odbija mroczne instynkty, tkwiące głęboko w człowieku. W zetknięciu z człowiekiem dziczeje, sroży się, ujawnia swoje niepokojące oblicze.

W najbardziej intrygujący sposób tą zależność pomiędzy człowiekiem a naturą pokazuje dwukanałowa realizacja wideo „Pejzaż”. Na dwóch niemal nieruchomych kadrach widać górski krajobraz w mglisty, pochmurny dzień. Kadry są do siebie podobne. Słychać szelest, szum wiatru, krakanie czarnego ptaszyska. W tej naturalnej warstwie dźwiękowej pojawia się także oddech – i wtedy można zauważyć pewną prawidłowość – oddech jest zsynchronizowany z mgłą, unoszącą się nad drzewami. Wraz z wdechem mgła wędruje w górę, z wydechem w dół. Mgła unosi się i delikatnie opada gęstniejąc nad drzewami, jakby była oddechem samej natury. Miarowy oddech przyspiesza, staje się coraz bardziej spazmatyczny, mgła faluje w identycznym tempie. Przechodzi w jęk – kobiety rodzącej dziecko, kogoś, kto ucieka w ciemnym lesie. A może to właśnie dramatyczna scena polowania, którą sygnalizują jedynie odgłosy, bo wizualnie natura pozostaje niemal niewzruszona. Przerażenie, które czai się we wszystkich pomieszczeniach galerii Arsenał, tu znajduje swe ujście, tu zostaje wydobyte i wykrzyczane.

Widz-obserwator śledzi tę sytuacje z bezpiecznego dystansu. Zupełnie tak jak w wideo „Tygrys”, gdzie na chwilę pojawiają się nogi postaci przechadzającej się w wysokich, wojskowych butach, przed klatką tygrysa tasmańskiego. Obraz widać tylko przez moment ale silnie zapada w pamięć – a może przypomina coś, co już w niej tkwiło. Zatem widz – jak mężczyzna w wysokich butach – przechadza się po wystawie, będąc po drugiej stronie siatki, po tej bezpiecznej stronie. Artystka nie epatuje okrucieństwem na tyle, by przesadnie niepokoić widza. Nie ma tu rozlewu krwi, nie widzimy momentu, kiedy zwierzę ginie. Cały brutalizm sceny tytułowego polowania został widzowi oszczędzony. Artystka – podobnie jak w lubelskim Labiryncie – buduje sztafaż, stawia architektoniczną ramę. Flankują ją dwie sceny tego „spektaklu” – tableau de chasse. Początek i koniec. To, co się wydarza w międzyczasie pozostaje w sferze wyobrażeń. Sugerują je jedynie szelesty, piski, racice lśniące w jarzeniowym świetle i zlepiona czarną farbą sierść, wreszcie przeraźliwy jęk.

I tak dobiegliśmy do kresu nocy. Nocy, która jest niezgłębioną krainą, kuszącą i odpychającą zarazem. Kiedy gęstnieje mrok, budzą się upiory (te własne) i zaczyna pracować wyobraźnia. W wykreowanym przez artystkę pejzażu nie sposób rozróżnić tego, co pierwotne od tego, co wtórne, nadbudowane, wszczepione. Unika ona podziałów na to, co biologiczne i co estetyczne, na naturalną harmonię i kulturowy chaos. W „Polowaniu” te elementy na siebie nachodzą, ścierają się ze sobą. Wskazują na sieć zależności pomiędzy człowiekiem a naturą.

Obie wystawy doskonale wykorzystują walory przestrzeni i pokazują je pod zupełnie innym kątem. Długie czarne belki, z których sączy się gdzieniegdzie jaskrawe światło świetlówki, biegną w rozmaitych kierunkach lekceważąc piony, poziomy, ściany. W rezultacie powstaje odrębny mikroświat, zagnieżdżony w galeryjnej tkance lecz rządzący się swoimi prawami.

Markul umiejętnie konstruuje nocny pejzaż, który pochłania widza i zostawia go sam na sam ze zmysłami i instynktem. „W środku nocy” i „Polowanie” ożywają w konkretnych warunkach – w ciemności. To ona pozbawia miejsca wertykalnych i horyzontalnych podziałów, zaciera granice ścian, zakrywa coś aby ujawnić coś innego. Ciemność stwarza także pozory – ogromne rzeźby wydają się ciężkie, organiczne, przestrzeń rozrasta się i nie wiadomo, gdzie się kończy i gdzie zaczyna. Zaciera kontury. Z tej nieokreśloności, pierwotnej, mazistej substancji wyłania się obraz, delikatnie wibrujący i migotliwy, poddający się sugestiom wyobraźni.

autor recenzji: Marta Ryczkowska
Urodzona w 1983 roku, absolwentka grafiki na UMCS i historii sztuki na KUL, krytyczka, kuratorka, członkini władz Lubelskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, Stowarzyszenia “Otwarta Pracownia” i Fundacji Sztuki Performance.

Opublikowano Wystawa | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

REYNOLD REYNOLDS – The Lost

Od 19 maja 2012 do 15 czerwca 2012
Otwarcie godz.: 18:00
Kurator: Stach Szabłowski
Miejsce: Galeria Arsenał, ul. A. Mickiewicza 2


Otwarcie w NOC MUZEÓW

Oprowadzanie po wystawie: 23.05.2012 oraz 13.06.2012, godz. 16:30 (koszt: bilet wstępu)

Wystawa mieszkającego w Berlinie amerykańskiego filmowca, artysty wizualnego i eksperymentatora Reynold’a Reynolds’a. Artysta manipuluje przestrzenią, czasem i fizyką świata, który przedstawia w swoich projekcjach. Filmowa „magia” służy Reynoldsowi do prowadzenia rozważań nad podstawowymi zagadnieniami egzystencjalnymi. Każdy film artysty można postrzegać jako rodzaj para-naukowego eksperymentu.

Więcej o wystawie: http://galeria-arsenal.pl/wystawy/reynold-reynolds-the-lost.html
Więcej o artyście: www.reynold-reynolds.com/index.htm
http://www.facebook.com/Artstudio.Reynolds


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Patronat medialny:

                             

Opublikowano Wernisaż, Wystawa | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Sekretne życie przedmiotów – warsztaty o kolekcjonowaniu

Zapraszamy kolekcjonerów amatorów, studentów i dziennikarzy na warsztaty o kolekcjonowaniu, które poprowadzi Joanna Zielińska, w ramach stypendium z budżetu MKiDN. Warsztaty odbędą się 18 maja 2012 w godz. 17-18 w Galerii Arsenał, ul. A. Mickiewicza 2.

Liczba miejsc ograniczona, obowiązuje wcześniejsza rejestracja
Zapisy na warsztaty: m.godlewska@galeria-arsenal.pl

Scenariusz warsztatów:

- fragmenty bajki Kolakowskiego
- krótki wykład o kolekcjonowaniu (kilka chwytliwych historii)
- fragmenty filmu Antje Majewski

http://www.antjemajewski.de/WORK/all_things/video.html

- warsztat polegający na układaniu kunstkamery z przedmiotów, które przyniosą uczestnicy

Wyobraźmy sobie miejsce, gdzie zostały zgromadzone różnorodne i z naszego punktu widzenia nieprzystające do siebie przedmioty. Na czele umieszczone zostają osobliwości ludzkie, po czym: stworzenia czworonożne, ptaki, ryby, zoofity morskie, muszle i inne rzeczy morskie, rośliny – a najpierw drzewa i korzenie, liście, kwiaty, gumy i żywice, nasiona lub ziarna, rzadkie owoce, minerały i po pierwsze kamienie, rzeczy przeniesione w kamień, inne minerały, starożytności, rzeczy sztuczne… W gabinecie reprezentowane są dzieła Boga, wytwory natury a także sztuki. Przedmiotów egzotycznych dostarczała Ameryka, monstra pochodzą zaś z Afryki. Tak wyglądał porządek przestrzenny przedmiotów w jednym z gabinetów słynnego kolekcjonera Pierre Borela. Kolekcjonowanie jest praktyką o bardzo długiej i złożonej tradycji, która wiąże się z wieloma dziedzinami nauki i sztuki, a u jej podstaw leżą początki nowożytnych muzeów. Wielu artystów od czasów pierwszych awangard używa kolekcjonowania jako praktyki artystycznej, tworzy kolekcje i własne muzea. Kolekcjonowanie może mieć także charakter hobby i wiązać się z praktyką życia codziennego. Jak wyglądają współczesne kolekcje? Czy kolekcjonowanie może być niebezpieczne? Co się stało z braćmi Collyer i z czego składała się ich kolekcja? Czy przedmioty mogą mówić? W ramach spotkania między innymi krótka historia kolekcjonowania, bajka Leszka Kołakowskiego o Lailonii, Issa Samb hipnotyzuje Antje Majewski oraz budowanie Kunstkamery.

Uwaga!
Zanim weźmiesz udział w spotkaniu rozejrzyj się, przeszukaj szuflady i własne podwórko. Przynieś ze sobą kolekcje z dzieciństwa lub przedmioty, za pośrednictwem których chciałbyś opowiedzieć ważną historię. Może to być najbardziej błahy i śmieszny przedmiot.

Opublikowano Edukacja | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Fotorelacja z warsztatów z AZE design

Opublikowano Edukacja | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Aneta Grzeszykowska w Arsenale

Chociaż wystawa “Anagramy” Anety Grzeszykowskiej już się skończyła, zamieszczamy recenzję naszego zaprzyjaźnionego “blogera” Sebastiana Kochańca. 

“Amerykański artysta Jeff Koons w odpowiedzi na wszelkie zarzuty i dyskusje na temat jego małżeństwa z włoską gwiazdą filmów pornograficznych „Cicioliną” odpowiedział – „wy marzycie, a ja wchodzę w ten raj”. W prezentowanej w białostockiej Galerii Arsenał wystawie „Anagramy” Alicji Grzeszykowskiej, chciałoby się odwrócić przysłowiowego „kota ogonem” i rzec – artystka wchodzi w wymarzony przez siebie raj, a nam daje jedynie obejść się smakiem.

Całość prezentowanych na wystawie prac można by ( będąc złośliwym) skwitować komentarzem zaczerpniętym z kabaretowego skeczu grupy „Ani mru mru”, w którym to przemieszczanie się w przestrzeni miejskiej, artyści kabaretowi określają wymieniając trzy części ciała – nogi, tyłek i twarz, które liczą się w procesie „płynięcia” po chodniku. Wymienione części ciała mogą stanowić tutaj swego rodzaju metaforę dla tego, co prezentuje Grzeszykowska w swoich „Anagramach”, które wydaje mi się stanowić mogą słowo klucz, do odczytania całej wystawy. Gdy sięgniemy do słowników wyrazów obcych, lub skorzystamy ze spopularyzowanego źródła informacji, jakie stanowi Wikipedia, otrzymamy taką o to definicję słowa anagram: „ nazwa wywodząca się od słów greckichana- (nad) oraz grámma (litera), oznacza wyraz, wyrażenie lub całe zdanie powstałe przez przestawienie liter bądź sylab innego wyrazu lub zdania, wykorzystując wszystkie litery (głoski bądź sylaby) materiału wyjściowego”. Klasycznymi przykładami tej językowej szarady jest pytanie Piłata o prawdę – Quid est veritas? i odpowiedź Jezusa – Vir est qui adest, lub – wracając do świata sztuki – anagram stworzony przez Adre  Bretona jako przezwisko dla Salvadora Dalli – Avida Dollars (pazerny na dolary). Jak więc możemy zauważyć, anagram jest zjawiskiem językowym, lub raczej pewnego rodzaju słowną szaradą.

To z czym mamy do czynienia w Galerii Arsenał jest przeniesieniem tej zasady ze słów na ludzkie ciało. Możemy zaobserwować to np. w pracy wideo zatytułowanej „studium do filmu Dziury”, w którym  widzimy poruszające się, lub raczej pulsujące części kobiecego ciała. Piersi, usta, nos, uszy, wagina etc. zdają się żyć swoim własnym życiem, jakby zostały oderwane od tego, co razem współtworzą. Organiczne fragmenty żywo reagują na dotyk, a raczej bezpośrednią ingerencję w ich strukturę. Wszystko to wpisane jest w intrygującą poetykę dotyku, która mało ma jednak wspólnego z elementami wysublimowanej erotyki, a więcej w niej krypto pornograficznych treści, które można by skomentować w ten sposób, że w ludzkim ciele znajduje się wiele różnego rodzaju dziur, w które można bezczelnie i bez skrupułów włożyć paluchy, czerpiąc z tego przyjemność. Czy więc udając się na wystawę Grzeszykowskiej idziemy oglądać sztukę czy kolokwialnie mówiąc porno ? Odpowiedź nie jest tak prosta, jakby to się mogło wydawać.

Z instytucjonalnego punktu pojmowania sztuki, biorąc pod uwagę charakter miejsca w którym prezentowane są prace Pani Anety mamy do czynienia z działaniem artystycznym, które – co charakteryzuje sztukę nowoczesną – zachowuje się jak pewnego rodzaju wirus komputerowy. Zaszczepiony w polu instytucji jaką jest galeria sztuki, wyłamuje się w pewnym momencie granicom jego pojmowania i sięga dalej w sferę kultury szeroko pojętej. Działalność Grzeszykowskiej wpisuje się w neoawangardowy nurt, który powstaje około lat 50- tych i zrywa z jakimkolwiek nawiązywaniem do tradycji artystycznej. Nie żywi się przeszłością i nie czerpie z niej wzorów, lecz lokuje swoje wartości estetyczne w kulturze, dokonując jednocześnie jej dekonstrukcji. Żyjemy w świcie w którym nic przez dłuższy czas nie może trwać jednolicie, stanowić spójną całość. Skoro epoka w której przyszło nam egzystować jest tak bardzo niejednorodna to dlaczego wymagać mielibyśmy tego od sztuki, która jest przecież wyrazem wrażliwości i charakteru rzeczywistości w jakiej jest tworzona. Można powołać się tutaj na Ortegę y Gasseta, który w swoim zbiorze „Dehumanizacja sztuki” zwraca uwagę na rozgraniczenie sztuki w kwestii teraźniejszości i przeszłości. Według Hiszpana współczesnego obrazu sztuki nie należy wiązać z jej tradycyjnym ujmowaniem. Jakkolwiek kwestia ta jest słuszna, to zawiera w sobie pewną sprzeczność. Biorąc po uwagę to, że sztuka jest jednym z najistotniejszych elementów kultury, nie można uniknąć pojmowania jej w kwestii tradycji i historii. Przyglądając się „Anagramom” z tej perspektywy możemy powiedzieć, że jest to wystawa intrygująca i warta uwagi, ale jednocześnie nie pokazująca właściwie nic nadzwyczajnego, ani odkrywczego. Przypomnieć wypadało by Boudrillarda – „ nie pozostało nam nic, prócz nie kończącej się retrospektywy tego, co nas poprzedzało”.

W swoim charakterze, estetyce i kompozycji wystawie „Anagramy” stanowczo bliżej do sztuki niż pojmowania jej w kategoriach filmu pornograficznego, mimo wszelkich ukazywanych na obrazach wideo i towarzyszącym im kolażach ekscesów śmiałej lesbijskiej miłości. Był bym jednak bardzo ostrożny przed wpuszczeniem na wystawę młodzieży gimnazjalnej lub uczniów szkół podstawowych, gdyż mogło by to zaowocować małym skandalem w miejskiej opinii publicznej i spięciem na linii galeria – władze miejskie (więc na co czekamy ?).”

 

 

Opublikowano Wystawa | Otagowano , , , | Dodaj komentarz